środa, 18 listopada 2015

Ślub i Epilog



Dodatek do opowiadania „Ślub Draco i Hermiony”

Nadszedł ten dzień, na który czeka prawie każda kobieta. Małe dziewczynki marzą o przystojnym księciu na białym koniu. Tak samo było z Hermioną Granger, która w tym momencie stała przed lustrem w długiej do ziemi, białej sukni i szpilkach tego samego koloru. Miała subtelny makijaż, a loki delikatnie opadały na jej plecy. Za kilkanaście minut miała stać się panią Mafloy. Koło niej krzątały się Ginny, Parvati i Pansy, która miała już dość duży brzuszek. W pewnym momencie ktoś zapukał do drzwi.

-Proszę! –powiedziała Hermiona.

-Przyszłam tylko powiedzieć, że za chwile zaczyna się ceremonia. –rzekła z uśmiechem mama Hermiony.

-Dziękuję. Mam prośbę, idźcie już na dół. Chciałabym jeszcze chwilkę pomyśleć i zaraz zejdę. –poprosiła panna młoda.

-Jasne. –odparły trzy kobiety i po kilku sekundach Miona była sama w pokoju.

Powoli podeszła do okna i wyjrzała na ogród. Goście zajmowali swoje miejsca. W tłumie szukała tego jedynego mężczyzny, za którego miała wyjść. Stał tam i rozmawiał z Blaise’m i Harry’m. Uśmiechnęła się gdy ich spojrzenia się spotkały. Popatrzyła na zegarek. Zostało jeszcze osiem minut do ceremonii. Hermiona ze stresem założyła diadem, do którego przyczepiony był welon i wzięła białe róże. Ostatnie, szybkie spojrzenie w lustro. Kilka chwil później była w salonie gdzie czekał już pan Granger.

-Gotowa? Jeszcze możesz się wycofać. –powiedział konspiracyjnie, próbując rozluźnić swoją córkę.

-Jestem gotowa. –odparła z uśmiechem.

-No to idziemy.

Po tych słowach jak na zawołanie rozległ się marsz weselny. Panna młoda chwyciła pod rękę swojego tatę i oboje ruszyli do ogrodu. Nagle, jakby  z nikąd, przed nimi pojawiła się Maddison sypiąc kwiatki. Hermiona patrzyła przed siebie, a gdy jej wzrok spotkał się ze wzrokiem Draco, od razu się uśmiechnęła i rozluźniła. Nawet nie zorientowała się kiedy stanęła naprzeciwko blondyna. Ceremonia zaczęła się na dobre. Już nie było odwrotu, a i o takowym nie myślała.

~~~~***~~~~

Była godzina osiemnasta. Goście weselni bawili się wyśmienicie. Hermiona nadal w białej sukni i wysokich butach siedziała na ławeczce przy wodnym oczku wsłuchując się w muzykę, grającą w domu. Miała zamknięte oczy i była tak zamyślona, że nie usłyszała jak ktoś do niej podchodzi. Wzdrygnęła się gdy poczuła czyjeś ręce na swojej tali.

-To ty skarbie. –uśmiechnęła się promiennie.

-Spodziewałaś się kogoś innego? –zapytał składając pocałunek na jej ustach.

-Chyba nie. Wiesz, że bardzo cię kocham? –wyszeptała.

-Wiem. Ty też wiedz, że ja cie także kocham.

W tym momencie do ich uszu dotarła spokojna muzyka. Draco chwycił swoją żonę za rękę i delikatnym ruchem zmusił by wstała. Objął ją w talii i przysuną do siebie. Po chwili kołysali się w rytm piosenki.

-Nawet nie wiesz ile na to czekałem. –wyszeptał.

-Na to żeby zatańczyć ze mną? –zapytała z uśmiechem.

-Przecież już z tobą tańczyłem. Czekałem, aż zostaniesz panią Malfoy. Aż zostaniemy rodziną. Maddison, ty 
i ja. –powiedział patrząc w jej oczy.

-A tak pro po rodziny. Madd już zakomunikowała, że chce braciszka. Musisz się teraz postarać kochanie. Nie możesz zawieść swojej księżniczki.

-No pewnie, że nie. Ani jej, ani ciebie. Nigdy już was nie zawiodę. Obiecuję. –wyszeptał w jej usta.

Gdy piosenka się skończyła wrócili razem do środka trzymając się za ręce. Wesele trwało do rana. Wszyscy goście cały czas składali nowożeńcom życzenia. Draco i Hermiona po nocy poślubnej, zostawiając Maddison pod opieką państwa Granger, wyjechali na miesiąc miodowy do Paryża. Wszystko było idealnie. Po tych wszystkich udrękach które ich nękały, mogli wreszcie odpocząć w swoich ramionach.




Epilog

-… Pół roku po oświadczynach wzięliśmy ślub –powiedział czterdziestoletni blondyn.

-Ale super –odparł trzynastoletni Scorpius.

-Ekstra –przytaknęła osiemnastoletnia Maddison.

-Można powiedzieć, że przeszliście z nienawiści na miłość –dodał nastoletni brunet.

-Bo tak na dobrą sprawę było synu –uśmiechnął się Draco –No, ale dość na dzisiaj. Jest ładna pogoda. 

Idźcie na dwór.

-Niech będzie.–rozległy się dwa głosy.

Malfoy z wesołym grymasem na twarzy wszedł do kuchni, gdzie przy wysepce siedziała jego żona. Po cichu podszedł do niej i odsłaniając jej włosy złożył pocałunek na jej szyi. Brunetka odwróciła się do niego przodem i lekko się uśmiechnęła.

-I jak zareagowali? –zapytała.

-Byli zachwyceni. W końcu kto by nie był?

-A ty skromny jak zawsze –zaśmiała się kobieta.

-Mówiłem już kiedyś, że cie kocham?

-Hmm… Jakieś kilkadziesiąt razy.

-Więc powiem po raz kolejny. Kocham cię Hermiono Malfoy.

Więc jeżeli człowiek chce to potrafi. Dwójka ludzi tak bardzo odmiennych, nienawidzących się potrafiła się pogodzić, a nawet… zakochać w sobie. Bo tak to już jest. Od miłości do nienawiści jeden krok…

~~KONIEC~~


 Przepraszam, że zdjęcie ale nigdzie nie mogę tego znaleźć tak w internecie by dodać link. :(
Dodałam ślub do epilogu, bo uznałam, że tak będzie lepiej. Piszcie co sądzicie na jego temat :D

wtorek, 10 listopada 2015

Rozdział 24

"Gdy zdarzy się coś, na co wszyscy czekali"

Minął tydzień. Pansy wróciła z Blaisem do swojego domu, a Hermiona i Maddison wróciły do swojego mieszkania. Plan dnia panny Granger zrobił się bardzo napięty. Rano odwoziła Maddison do swoich rodziców, potem szła do pracy, następnie deportowała się świętego Munga gdzie potrafiła siedzieć nawet do kilku godzin, a wieczorem odbierała Madd. Było jej bardzo ciężko. Dzisiaj był piątek. Siedziała właśnie przy łóżku blondyna, trzymając jego dłoń, gdy do sali wszedł magomedyk.

-Powinna pani jechać do domu. Chyba mało pani sypia –powiedział patrząc na nią z troską i współczuciem.

-Muszę przy nim być –odparła.

-Wie pani, że będzie pani pierwszą osobą, która dowie się o stanie pana Malfoy’a.

-Pan Smorthe ma rację, Hermiono. Musisz jechać do domu –zabrzmiał męski głos.

-Blaise, Pansy. Co wy tu robicie? Nie powinniście być w pracy? –zapytała Granger.

-Znowu źle się poczułam. Właśnie wracamy od uzdrowiciela.

-I czego się dowiedziałaś? To coś poważnego?

-Jestem w ciąży –uśmiechnęła się blado pani Zabini.

-To dlaczego jesteś taka markotna? Gratulacje –Hermiona podeszła do małżeństwa i przytuliła ich.

-Bo to chyba nie najlepszy moment –Pansy kiwnęła głową w stronę Draco –Ale my przyszliśmy tu w jeszcze jednej sprawie. Ja w tym momencie zabieram cię do domu, a Blaise cie zmienia.

-Ale…

-Żadne ale. Deportujemy się po Maddison, a potem do ciebie. Dochodzi właśnie… Pół do siódmej. Chodź –chwyciła przyjaciółkę za rękę i pociągnęła w stronę drzwi w międzyczasie zaklęciem przywołując jej torebkę.

Szybko pokonywały kolejne korytarze w końcu docierając do wyjścia. Gdy znalazły się na ulicy znalazły jakąś opuszczoną alejkę i deportowały się przed dom państwa Granger. Kilka minut potem, tym razem w trójkę teleportowały się przed same drzwi mieszkania Madd i Miony. Kiedy weszły do środka, Pansy kazała Hermionie wziąć prysznic, a sama zajęła się Maddison. Dwie godziny później obie Granger były pogrążone we śnie. Pani Zabini znalazła kawałek pergaminu, pióro i kałamarz i nakreśliła krótką wiadomość, a potem wyszła.

Spędź z Maddison więcej czasu.
Pansy

~~~~***~~~~

-Mamusiu. Mamusiu, wstawaj –szeptała Maddison do ucha Hermiony.

-Już kochanie. Już wstaję –rzekła zaspana Hermiona.

-A tatuś nas dzisiaj odwiedzi? –zapytała wesoło blondyneczka.

Po tych słowach brunetka rozbudziła się całkowicie. Usiadła na łóżku i z pod pół przymrużonych powiek popatrzyła na swoją córkę.

-Skarbie, tata jest teraz chory. Leży w szpitalu.

-A dlaczego jest w szpitalu?

-Musi… Tatuś musi sobie troszkę pospać.

-A możemy go odwiedzić?

-Zobaczymy, dobrze?

-Dobrze. Głodna jestem. Co na śniadanie?

-Chodź, zobaczymy co dobrego mamy w szafkach.

Obie poszły do kuchni i dwadzieścia minut później jadły tosty z dżemem, które popijały herbatą.

~~~~***~~~~

Po południu ubrane wyszły na miasto. Odwiedziły Potter’ów i państwa Zabini. O czwartej wstąpiły do restauracji na obiad, a czterdzieści minut później zmierzały w stronę świętego Munga. Hermiona długo myślała co ma zrobić i w końcu podjęła decyzję. Stanęły przed wystawą zamkniętej hurtowni i, gdy Hermiona podała powód przybycia, weszły do białej sali pełnej ludzi. Nawet nie pytając w recepcji ruszyły korytarzami w stronę trzeciego piętra. Gdy weszły do sali przed nimi pojawił się jakiś młody magomedyk.

-Przepraszam, ale dzieciom…

-My tylko na chwilę. Proszę. To jego córka –poprosiła Hermiona.

-No dobrze, ale tylko chwila –uśmiechnął się patrząc na nie współczująco po czym wyszedł.

-Możesz podejść do taty, kochanie –rzekła  brunetka zachęcając córkę wzrokiem.

Maddison niepewnie podeszła do łóżka i chwyciła ojca za rękę. Przybliżyła się do jego ucha najbliżej jak tylko mogła.

-Cześć tatusiu. Mama powiedziała, że musisz odpoczywać. Przyszłam tylko na chwilkę. Pan uzdrowiciel pozwolił nam zostać tylko kilka minut. Bardzo bym chciała się z tobą troszkę pobawić. Poproszę mamusię, żebyśmy jeszcze tu przyszły. Odpoczywaj tatusiu –wyszeptała blondynka.

Hermiona ze łzami w oczach wpatrywała się w małe rączki jej córeczki obejmujące dużo większą dłoń Dracona. Słyszała każde słowo, które Maddison wypowiedziała. Niestety nie mogła dłużej o tym rozmyślać. Uśmiechnęła się pogodnie i powiedziała:

-Chodź skarbie. Przyjdziemy tutaj jeszcze.

-Dobrze.

Z lekkimi uśmiechami na twarzach udały się do wyjścia, a następnie deportowały do ich mieszkania.

~~~~***~~~~

Przez kilka następny tydzień nie wydarzyło się nic poważnego. Hermiona rano odprowadzała córkę do rodziców, po pracy wpadała na pół godzinki do Munga, a następnie odbierała Madd. Zdarzyło się też dwa razy, że razem z blondyneczkę odwiedziły Malfoy’a. To były krótkie wizyty, ale Miona wiedziała, że Maddison cieszy się gdy widzi swojego tatę. Dzisiaj znowu była sobota. Brunetka właśnie czytała książkę gdy dziewczynka usiadła koło niej.

-Mamo?

-O co chodzi Madd? –zapytała starsza Granger, odkładając lekturę na bok.

-Możemy odwiedzić dzisiaj tatę? Proszę.

-Dobrze, ale idź załóż sweterek bo na dworze jest bardzo zimno.

Malutka szeroko się uśmiechnęła i od razu pobiegła do swojego pokoju. Kilka chwil później obie ubrane w ciepłe kurtki i szaliki wyszły z domu. Teleportowały się do obskurnej uliczki, by potem  dostać się do wejścia św. Munga. Maddison była tak podekscytowana, że nawet nie zauważyła kiedy znalazły się w sali Malfoy’a. Od razu podbiegła do łóżka i wyciągnęła z kurtki coś wielkości jej rączki.

-To dla ciebie tatusiu. Dość spania. Miałeś się ze mną pobawić –powiedziała wkładając to „coś” w dłoń mężczyzny.

Hermiona podeszła do swojej córki i popatrzyła co też ta mała spryciula przemyciła. Okazało się, że to była muszelka. Co więcej to była jedna z tych trzech, które nazbierała z Pansy na plaży. Nagle stało się coś niesamowitego.

-Masz rację Madd. Dość spania –usłyszały mocno zachrypnięty głos.

-Maddison, zaczekaj tu. Muszę pójść po uzdrowiciela –rzekła Hermiona i wybiegła na korytarz.

Miała tyle szczęścia, że był to magomedyk prowadzący Draco. Szybko podbiegła do niego i w uśmiechu powiedziała:

-Panie Smorthe. Draco… On się wybudza.

Bez zbędnych pytań oboje ruszyli do sali. Blondyn patrzył na Maddison trzymając jej małą rączkę i beżową muszelkę.

-Witamy wśród żywych panie Malfoy –uśmiechnął się szeroko uzdrowiciel.

-Pana również miło widzieć, panie ordynatorze.

-Nieźle nas pan wystraszył.

-Wtedy gdy tu trafiłem, czy przed chwilą? –w stalowo niebieskich oczach błysnęła iskierka.

-Nawet tak nie żartuj. Ja tu od zmysłów odchodziłam. Nigdy więcej, powtarzam NIGDY więcej masz tak nie robić. Zrozumiałeś? –spytała Hermiona podchodząc do niego.

-Obiecuję, jeśli ty mi coś obiecasz. Wyjdź za mnie. Zostań moją żoną Hermiono –powiedział mocniejszym głosem wyciągając wolną rękę w jej stronę.

-Zawsze i wszędzie wariacie –ścisnęła jego dłoń z uśmiechem.

~~~~***~~~~

Kilka godzin później już wszyscy wiedzieli, że Draco Malfoy po prawie trzech tygodniach wybudził się ze śpiączki. Niestety posiedzieli zaledwie dwadzieścia minut ze względu na ciszę nocną i pouczenie mana Smorthe, że pacjent potrzebuje teraz spokoju. Pięć dni później na prośbę Draco, Hermiona i Maddison przeprowadziły się do jego domu, a swoje mieszkanie sprzedały. W niedzielę popołudniu blondyn został wypisany ze szpitala co przyjął z wielką ulgą.

-Hermiona! Przecież dam rade sam –powiedział z miną obrażonego dziecka gdy wychodził po schodach.

-Dobrze. Proszę bardzo panie-ja-sam –odparła ze śmiechem puszczając go.

Blondyn z podniesioną głową chwycił się barierki i dumnie pokonał wszystkie stopnie. Blondynka i brunetka zaczęły bić brawo. Malfoy teatralnie lekko skłonił głowę, a potem z uśmiechem rzekł:

-Chodźcie, idziemy do środka.

-Niespodzianka! –usłyszeli, gdy tylko przekroczyli próg drzwi.

Draco stał zdziwiony tym powitaniem, a Hermiona i Maddison się do niego przytuliły.

-Witaj w domu –powiedziała przyszła pani Malfoy.
_________________________________________________________________________________
Rozdział trochę krótszy, ale mam nadzieję, że Wam się podobał. Przed nami jeszcze tylko epilog.

środa, 4 listopada 2015

Sowia poczta :3

Troszkę informacji miśki moje :*
1) Niestety zbliżamy się do końca opowiadania "Od nienawiści do miłości jeden krok". W najbliższym czasie pojawi się rozdział 24, a później epilog.
2) W grudniu, pojawią się 2 miniaturki.
3) Dla tych którzy lubią moje opowiadanie mam dobrą wiadomość, mianowicie pojawi się prolog nowego opowiadania "Dzięki Tobie, wiem co to miłość", który opublikuję w grudniu lub styczniu.
4) Oczywiście jeżeli macie jakieś pytania to proszę piszcie pod tym postem lub w zakładce "O autorce".
5) Jeszcze jedno. Żeby nie było, że wykorzystuję czyjeś projekty z faslook'a. To są tylko i wyłącznie moje projekty.
To chyba na tyle. O ewentualnych zmianach będę Was na bieżąco informować. A na razie -Dobranoc :*



poniedziałek, 2 listopada 2015

Rozdział 23

"Los lubi płatać nam figle"

-Hermiona! Pomóc Ci? – zapytała z uśmiechem pani Zabini wchodząc do kuchni.

-Ni… Ehh… Nie, ale powinnaś to przeczytać – odparła podając przyjaciółce korespondencję.

Gdy Pansy przeczytała list potrzebowała chwili by przyswoić jego treść.

-O Merlinie… -wyrwało jej się.

-Też tak sądzę – odparła Miona.

Nagle pani Zabini zrobiła się strasznie blada, a po chwili już leciała w stronę łazienki. Zaniepokojona Hermiona pobiegła za nią. Maddison zainteresowana tym co się dzieje ruszyła za swoją mamą. Brunetka odwróciła się do córki i z bladym uśmiechem, zatrzymała ją.

-Kochanie, wróć proszę do salonu – powiedziała łagodnie.

-A co się stało cioci? –zapytała ze zlęknioną miną.

-Ciocia trochę źle się poczuła. Ja pójdę sprawdzić jak się czuje, a ty leć się bawić dalej. Zaraz tam przyjdziemy.

Blondynka niepewnie się odwróciła i wróciła do zabawy. Hermiona poszła do łazienki. Gdy do niej weszła, zobaczyła swoją przyjaciółkę opierającą się o ścianę koło muszli klozetowej. Kucnęła koło niej i położyła jej rękę na ramieniu.

-Jak się czujesz? –zapytała ostrożnie Miona.

-Już lepiej. Zwymiotowałam. Poczekaj muszę umyć zęby – powiedziała Pansy powoli wstając z podłogi.

Kilka minut później obie szły w kierunku pokoju Pansy. Gdy już do niego dotarły, była Ślizgonka położyła się na łóżku, a Hermiona zostawiając uchylone drzwi zeszła na dół do córki.

-Maddison, bądź proszę cichutko bo ciocia poszła się położyć.

-Dobrze, a co jej się stało? –spytała Madd.

-Ciocię boli troszkę główka. Ale za niedługo będzie się czuła lepiej. Idę dokończyć śniadanie. Chcesz mi pomóc?

-Tak – ucieszyła się i w podskokach poszła za mamą.

~~~~****~~~~

Właśnie dochodziła godzina pierwsza po południu gdy Hermiona weszła do pokoju Pansy. Ostrożnie podeszła do łóżka przyjaciółki i delikatnie potrząsnęła jej ramieniem. Po chwili oczy Zabini otworzyły się.

-Jak się czujesz? –zapytała Miona z lekkim uśmiechem.

-Już lepiej, ale jestem trochę głodna.

-Nie dziwię się. Nie zjadłaś śniadania, a jest już prawie trzynasta. Chodź, usmażyłam mięso i ryż z warzywami.

-Daj mi chwilkę. Muszę iść do łazienki się troszkę ogarnąć – powiedziała z uśmiechem czarnowłosa.

-Dobrze.

Po tej wymianie zdań Hermiona zeszła na dół. Maddison już siedziała przy stole czekając na swoją mamę. Kilkanaście minut później całą trójką jadły obiad. Atmosfera przy stole była wesoła. Kobiety starały się nie okazywać przed Madd stresu i smutku spowodowanego krótkim listem Pottera. Po posiłku posprzątały razem. Potem blondynka wróciła do salonu z zamiarem obejrzenia jakiejś bajki. Pansy i Hermiona zdecydowały, że muszą porozmawiać na temat tamtej, krótkiej korespondencji. Usiadły więc przy stole w kuchni.

-Jak myślisz co oni kombinują? –zapytała Pans.

-Nie wiem, ale ufam Harry’emu i mam nadzieję, że nie wpadł na jakiś głupi pomysł.

-Jeżeli ten plan wymyślili całą trójką, to nie chcę wiedzieć co z tego wyszło – po tych słowach Pansy złapała się za głowę i nieznacznie skrzywiła.

-Co się dzieje? –spytała z troską była Gryfonka.

-Nic. Po prostu zakręciło mi się w głowie. Powiedz mi lepiej… Myślałaś co będzie jak to wszystko się skończy?

-Wszystko wróci do normy. Ja i Maddison wrócimy do siebie. Ja pójdę do pracy, a Madd za kilka lat do Hogwartu…

-Wiesz, że nie o to mi chodzi. Co będzie z wami?

-Nie rozumiem – skłamała brązowooka.

-Nie udawaj, Miona, że nie wiesz co mam na myśli. Co będzie z tobą i Draco?  -zniecierpliwiła się czarnowłosa.

-Będzie tak jak po tym gdy dowiedział się, że Madd to jego córka. A jak ma być?

-Widziałam was ostatnio w salonie. To było widać, że nadal coś do siebie czujecie. Nie udawaj, że tak nie jest.

-Proszę cię Pans, nie roztrząsajmy tego. Zobaczymy co będzie dalej.
Na tym zakończyła się ich rozmowa na temat panów.

~~~~****~~~~

Minęły trzy kolejne dni. Pansy miała codzienny, poranny maraton do łazienki. Miona bardzo martwiła się o nią. Miała nadzieję, że to nic groźnego. Hermiona siedziała właśnie w salonie, gdy do domu wróciły Madd i jej ciocia. Blondynka od razu po przekroczeniu progu pobiegła do swojej mamy.

-A ciocia i ja nazbierałyśmy kilka muszelek – powiedziała z uśmiechem wystawiając przed siebie ręce, na których rzeczywiście leżały trzy dość spore, beżowe muszelki, a potem dodała – Ciocia ma jeszcze trzy.

-Są piękne, ale zostaw je tutaj na stole i idź się rozebrać, a ja podam obiad bo na pewno jesteś głodna.

-Okey – zawołała i zostawiając muszelki pobiegła do przedpokoju.

-Dobrze się czujesz? –zapytała Miona wchodząc do kuchni, po której krzątała się Pansy.

-Tak. Tylko jestem głodna.

 -To usiądź, a ja nabiorę dla was jedzenie – powiedziała łagodnie, biorąc dwa talerze, które już po chwili były zapełnione jedzeniem.

Czas minął im w świetnych humorach. Wieczorem Hermiona pomogła Maddison się umyć, a potem Maddison poszła spać. Hermiona poszła do swojej sypialni i po przekroczeniu progu zamknęła drzwi. Podeszła do swojej szafy gdzie znajdowały się jej ciuchy i dwa pudełka. Wyciągnęła to czerwono srebrne i usiadła z nim na łóżku. Otworzyła wieczko i wyjęła pierwszą kartkę.

Przyjdź, opowiem Ci jak reszta świata przestaje dla mnie istnieć gdy jesteś obok mnie.

Odłożyła ją na bok i zaczęła oglądać album. Zdjęcia przedstawiały ją i Draco. Na niektórych byli razem, na niektórych osobno. Kilka było zrobione przez nich, a kilka przez ich przyjaciół. Na jej ustach mimowolnie pojawił się uśmiech, a po policzku spłynęła jedna samotna łza. Nagle dotarło do niej, że mogą się już nie spotkać. W tym momencie coś huknęło. Hermiona ciesząc się że rzuciła w pokoju Maddison zaklęcie wyciszające pobiegła na dół. Pansy czekała w przedpokoju.

-Co się dzieje? –zapytała Miona.

-Ktoś złamał bariery – odparła szybko Zabini.

Hermiona z wyciągniętą przed siebie różdżką wybiegła na podwórko. To co zobaczyła ucieszyło ją niezmiernie. Harry i Blaise kroczyli w jej stronę w międzyczasie rzucając zaklęcia ochronne. Trochę podrapani i poobijani, ale żywi i to się liczyło. Nagle do niej dotarło. 

-Gdzie Draco? – ledwo wydusiła z siebie te dwa słowa.

-Chodź Miona. Wszystko ci opowiemy – powiedział łagodnie Potter.

-Nie! Macie mi w tej chwili powiedzieć gdzie jest Draco! – odparła znacznie głośniej.

-Blaise idź do Pansy – brązowooki skinął głową i ruszył w stronę domu – Jest w Mungu. Jego stan jest ciężki.

-Merlinie. Proszę, nie… To… To nie może być prawda. Harry powiedz, że to nie prawda. Błagam cię.
Brunet nic nie powiedział tylko przytulił przyjaciółkę. Szlochała w jego ramię kilka minut nie zważając na temperaturę która była naprawdę niska. Po chwili Potter wziął ją na ręce i zaniósł do domu. Pansy i Blaise, którzy siedzieli na kanapie, od razu na widok tamtej dwójki wstali. Zielonooki posadził brunetkę na kanapie.

-Chcę do niego pojechać. Muszę być przy nim – powiedziała Miona po chwili.

-Ale… - zaczął Harry.

-Żadnych ale. Muszę do niego jechać – odparła dobitnie.

-To my zostaniemy z Maddison – rzekł Blaise.

-Poczekaj tu na mnie. Pójdę się tylko przebrać – po tych słowach Hermiona biegiem ruszyła na górę.

Gdy wpadła do pokoju rzuciła jedno spojrzenie na leżące na łóżku zdjęcia i uśmiechnęła się. Później szybko doskoczyła do szafy i wyciągnęła pierwsze z brzegu spodnie i bluzkę i z powrotem zbiegła na dół. Ubrała buty i płaszcz.

-Maddison śpi u siebie, a nie u mnie. Chodź Harry – rzuciła tylko i dosłownie wybiegła z domku.
Pobiegła w stronę ścieżki z kamiennych płyt. Potter dogonił ją w połowie drogi i teraz gdy oboje przekroczyli bariery deportowali się w jakąś obskurną uliczkę. Nawet nie zorientowali się kiedy kroczyli przerażająco białymi korytarzami magicznego szpitala. W pewnym momencie Harry zatrzymał się przed jedną z sal, do której drzwi były otwarte, a przez nie było widać pogrążonego we śnie, podpiętego do różnych urządzeń Draco. Był bardzo poobijany. Wokół klatki piersiowej miał owinięty dość gruby bandaż. Jego włosy były porozrzucane we wszystkie strony, a na twarzy i rękach było dużo siniaków i zadrapań.

-Merlinie – wyszeptała Miona wchodząc do Sali i siadając na krzesełku koło łóżka.

-Przepraszam państwa, ale pora odwiedzin minęła dw... –powiedział uzdrowiciel wchodząc do pomieszczenia.

-To jego żona. Dopiero się dowiedziała o jego stanie – rzekł szybko Potter.

-No dobrze, ale tylko chwilę – odparł i kontynuował swój obchód.

-Idę się czegoś dowiedzieć od magomedyków.

-Mhm… -mruknęła w odpowiedzi brunetka.

Delikatnie ujęła dłoń blondyna. Po jej policzku popłynęła jedna samotna łza, którą od razu starła. Siedziała przy jego łóżku myśląc. W końcu przyszedł Harry i powiedział, że muszą już iść. Niechętnie wstała i powoli wyszła za swoim przyjacielem. Kilka minut później deportowali się na ścieżkę niedaleko plaży.

-Dowiedziałeś się czegoś? –zapytała w pewnym momencie Hermiona.

-Malfoy był w ciężkim stanie. Zapadł w śpiączkę. Nie wiadomo ile ona potrwa, ale lepiej dla Maddison żeby na razie o tym nie wiedziała – rzekł Potter.

-Merlinie, za co? Przecież już raz to przeżywałam – brunetka rozpłakała się.

-Hej, Miona. Będzie dobrze zobaczysz – powiedział obejmując ją jedną ręką.

-Czekaj, a co z Ginny. Widziałeś się z nią?

-Tak, spokojnie.

-Na pewno jesteś zmęczony. Jedź do nich. Gin na sto procent się o ciebie martwi, a wiesz, że w jej stanie nie powinno tak być. No i jeszcze James. Musiała go okłamywać gdy pytał gdzie jest tata. No już. Deportuj się do nich. My sobie poradzimy.

-Masz rację. Widzimy się jutro. Idź się przespać Miona. Mnie potrzebują Gin, James i nasz dzidziuś, a ciebie potrzebują Maddison i Draco. Dobranoc – brunet cmoknął przyjaciółkę w policzek i deportował się do siebie.

Hermiona szybkim krokiem udała się do domku na skraju plaży i stwierdzając, że wszyscy poszli spać, ona też udała się na spoczynek.

sobota, 17 października 2015

Rozdział 22

"Życie pisze własne scenariusze"

-Nie mamy czasu. Pakuj się i ubieraj. Szybko. Ja się zajmę Maddison – powiedział i wszedł do środka, a potem skierował się do pokoju blondynki.

Hermiona zdezorientowana podążyła za blondynem. Gdy ten zaczął budzić Maddison, tak jakby się ocknęła z jakiegoś snu. Wszystko do niej zaczęło docierać.

-Co ty robisz? –zapytała w końcu niepewnie.

-Miałaś się pakować! –warknął ponaglająco.

-Ale…

-Granger! To nie jest zabawa! –krzyknął.

-Co się dzieje? –spytała rozbudzona przez kłótnię Madd.

-Nic się nie dzieje skarbie – powiedział łagodnie Draco –Wyjeżdżacie na krótkie wakacje.

-Jupi! –zawołała dziewczynka i wyskoczyła z łóżka.

-Hermiona, to naprawdę poważna sprawa. Wyjaśnię wam wszystko na miejscu – widząc, że kobieta chce coś jeszcze dodać uciszył ją ruchem ręki i dodał –Żadnych więcej pytań. Idź się szybko ubierz i spakuj najpotrzebniejsze rzeczy.

Bez słowa kiwnęła głową i prawie biegiem poszła do swojej sypialni. Nawet nie zastanawiała się co ubiera. Brała ciuchy które miała pod ręką. Krótkie machnięcie różdżką i wszystkie potrzebne ubrania i kosmetyki, a także rzeczy osobiste jej i Maddison wylądowały w powiększonym magicznie bagażu. Szybko wyciągnęła spod łóżka pudełko, które znalazła jej mama i również włożyła do walizki następnie ją zamykając i lewitując do salonu gdzie czekali już Draco i Maddison. Dziewczynka była cała w skowronkach. Malfoy odesłał rzeczy brunetki i blondynki w tylko sobie znane miejsce, a potem wziął małą na ręce i chwycił Hermionę za rękę.

-Maddison, zamknij oczka i nie otwieraj dopóki ci nie powiem, jasne? –zapytał córki na co ta tylko kiwnęła głową i wykonała polecenie.
Chwilę później całą trójką deportowali się. Gdy brunetka otworzyła oczy ujrzała tak znajomą plażę, na której była tylko raz. Ze zdziwieniem popatrzyła na Draco, ale on bez jakiegokolwiek wyjaśnienia,  nie puszczając jej dłoni, ani nie stawiając na piasku Maddison ruszył w stronę małego domku. Gdy tylko przekroczyli jego próg usłyszeli kroki dobiegające z salonu, które stawały się coraz głośniejsze.

-Nareszcie! –zawołała Pansy, obejmując najpierw Hermionę, a potem odbierając od blondyna Maddison, którą uprzednio pocałował w czółko.

-Pokażesz jej pokój, Pansy? –zapytał patrząc wymownie na przyjaciółkę.

-Jasne. Musi być padnięta – pani Zabini zniknęła po chwili na schodach, z blondynką na rękach.

Hermiona i Draco przenieśli się do salonu i usiedli na kanapie.

-Posłuchaj mnie, bo to bardzo ważne – złapał ją za ramiona i popatrzył głęboko w oczy –Wczoraj z 
Azkabanu uciekło kilku byłych śmierciożerców. Oni szukają Zabiniego i mnie. Jeżeli dowiedzieliby się o Maddison i o tobie byłybyście w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Nie mogę do tego dopuścić. Zostaniecie tu z Pansy dopóki to wszystko się nie wyjaśni. Sypialnie są trzy więc z pewnością się zmieścicie.

-Czekaj, czekaj… Czyli ty nie zostajesz? –zapytała czując łzy pod powiekami.

-Nie mogę. Gdyby się dowiedzieli, że tu jestem, zabiliby nie tylko mnie, ale was też. Potter wie o wszystkim 
– gdy zobaczył pierwsze słone krople spływające po jej policzku przeniósł ręce z ramion na policzki –Obiecaj mi coś. Gdybym nie przeżył… Znajdziesz dla Maddison ojca.

-Ale…

-Obiecaj mi. Proszę.

-Ja… Obiecuję – powiedziała, płacząc –Ale ty też masz mi coś obiecać. Masz do nas wrócić.

-Wrócę. Obiecuję.

W tym momencie do domku wbiegł Potter. Był wyraźnie czymś zdenerwowany. Wpadł do salonu i popatrzył na swoich przyjaciół.

-Wiem, że chętnie byście tu sobie jeszcze tak posiedzieli, ale na jasnego Merlina! Nie mamy czasu! –powiedział.

-Poczekaj na zewnątrz. Już idę – rzekł blondyn, a gdy brunet wykonał polecenie z powrotem zwrócił się do kobiety –Muszę iść.

Bez zastanowienia wpiła się w jego usta. Chciała posmakować jeszcze raz tych ust. Być może ostatni raz. Po chwili blondyn przerwał pocałunek, przejechał dłonią po jej policzku i wyszedł. Hermiona siedziała w salonie bez ruchu, szlochając. Kilka minut później zeszła do niej Pansy.

-Miona. Chodź. Musisz się przespać –zaczęła przytulając przyjaciółkę, jednocześnie zmuszając do wstania z kanapy.

~~~~***~~~~

-Mamusiu. Otwórz oczka – szeptała Maddison swojej mamie do ucha.

-Madd, daj mi chwilkę – powiedziała zaspana brunetka.
 
-Okey – rzekła cichutko blondynka i wyszła z sypialni.

Hermiona otworzyła niechętnie oczy i gdy zobaczyła, że to nie jest jej pokój, wspomnienia wczorajszej nocy uderzyły w nią ze zdwojoną siłą. Po chwili załamania dotarła do niej myśl, że musi być silna dla Maddison. Przecież musi jej coś powiedzieć. Wstała z łóżka i, po drodze biorąc ciuchy ze swojej walizki, udała się do łazienki. Po krótkim prysznicu, ubrana już, zeszła do kuchni. Zastała tam śmiejącą się blondynkę i Pansy. Uśmiechnęła się lekko na ten widok.

-Dzień dobry Mionka. Jak ci się spało? –zapytała pani Zabini z uśmiechem, jednak w jej oczach czaiła się troska.

-Nie narzekam. Z czego tak się śmiałyście? –spytała chcąc zmienić temat.

-Zaplanowałyśmy wyjście na plażę, a wieczorem będziemy się bawić i słuchać muzyki! –powiedziała na jednym wydechu Maddison.

-A ty kochana, pójdziesz z nami – rzekła Pansy.

-Słucham? O nie, nie. Ja, moje drogie, dzisiejszy dzień spędzam przed albo z dobrą książką i herbatą, albo przed telewizorem z gorącą czekoladą – uprzedziła brązowooka, siadając na jednym z krzeseł przy stole.

-Niet! Mamusia idzie z nami! –zaprotestowała dziewczynka.

-Nie daj się prosić.

-Niech wam będzie. Idźcie się ubrać. Poczekam na was w salonie.

~~~~***~~~~

Już od godziny spacerowały po plaży. Jesienna pogoda nad morzem nie należała do najcieplejszych. Zimny wiatr dawał się we znaki, więc wszystkie trzy były ciepło ubrane. Maddison cały czas śmiała się i biegała razem z Pansy. Hermiona natomiast wspominała wydarzenia sprzed narodzin jej córki gdy spędzała tu wakacje.

„Było późne popołudnie. Brunetka biegła boso po plaży, śmiejąc się perliście. Miała na sobie dwuczęściowy strój kąpielowy. Jej włosy unosiły się pod wpływem lekkiego, letniego wiaterku.
-Nie złapiesz mnie, blondasku! Jesteś za wolny! –zawołała z wielkim uśmiechem.
-Tak sądzisz?! –zapytał przyśpieszając biegu.
-Tak!
Niestety już po chwili leżała na ciepłym piasku przygnieciona ciałem swojego chłopaka.
-Nadal sądzisz, że jestem za wolny? –spytał przybliżając swoją twarz do jej twarzy.
-Tak blondasku – uśmiechnęła się słodko.
-A wiesz, że ten blondasek jest twój? –wyszeptał w jej usta.
-No ja myślę – po tych słowach wpiła się w jego usta.”

Hermiona popatrzyła na zegarek, który wisiał na jej nadgarstku. Wskazówki pokazywały pół do trzeciej. Uniosła delikatnie kąciki ust i podeszła do swojej córki i do przyjaciółki.

-Pójdę do domu zrobić obiad.

-Mamy ci pomóc? –spytała Pansy.

-Nie, poradzę sobie. Jak będzie gotowy to was zawołam – po tych słowach, Hermiona ruszyła w stronę domu.

Szła wolnym krokiem patrząc na domek, w którym tymczasowo mieszkały razem z Pansy i Maddison. Przypomniał się jej ostatni dzień wakacji, które spędziła tu z blondynem.

„-Nie chcę jeszcze wyjeżdżać. Zostańmy tu. Jest tak miło. Hermiona, no proszę –powiedział blondyn, przytulając się do  pleców panny Granger.

-Wiesz, że też bym chciała. Tylko nie wiem czy pamiętasz, że mamy prace. Ja w ministerstwie, a ty w Mungu - zaśmiała się cichutko przerywając pakowanie walizki.

-Ale chyba mogę liczyć na jakieś umilenie czasu wieczorem? –zapytał odwracając ją przodem do siebie.

-Pomyślimy nad tym.

-Muszę ci to powiedzieć – powiedział przybliżając swoje usta do jej.

-Słucham. –wyszeptała tak cicho, jakby bała się naruszyć ciszę między nimi.

-Kocham cię – złożył delikatny pocałunek na jej ustach.

-Ja ciebie też. Ale nie obraź się za to co teraz zrobię, kotku – po tych słowach chwyciła za najbliższą poduszkę i z całej siły uderzyła go nią. I tak rozpoczęła się bitwa na poduszki.”

Nim się obejrzała, zdejmowała już kurtkę i buty w przedpokoju. Następnie swoje kroki skierowała do kuchni gdzie przyszykowała sobie potrzebne jedzenie. Po kolei doprawiała rybę, kroiła warzywa. Pół godziny później kładła trzy talerze na stół w salonie. Wyszła na zewnątrz i zawołała Maddison i Pansy na obiad.

~~~~***~~~~

Było pół do dziewiątej. Maddison spała już od godziny. Hermiona i Pansy jednak nie mogły spać. Oglądały jakiś mugolski film komediowy. Miały nadzieję, że chociaż to pomoże im oderwać się od strasznych myśli.

-Chciałabym wiedzieć co teraz robią – odezwała się cicho pani Zabini.

-Ja też - odparła Granger także szeptem, a po chwili dodała –Mam nadzieję, że są bezpieczni.

-Potter na pewno już o to zadbał.

Po tych słowach zapanowała cisza. Hermiona oczy utkwione miała w telewizorze, jednak myślami była przy czymś innym. Przy KIMŚ innym.

~~~~***~~~~

Kolejny dzień się zaczął. Niestety pogoda uległa zmianie i w tym momencie za oknem padał silny deszcz. Maddison siedziała z Pansy na kanapie w salonie i razem, śmiejąc się, oglądały Mugolską bajkę. Było dopiero kilka minut po dziewiątej. Hermiona robiła śniadanie. W pewnym momencie do okna kuchni zapukała sowa. Brunetka szybko wpuściła ptaka do środka. On tylko przelatując przez kuchnię upuścił pocztę na stół i powrotem wyleciał na zewnątrz. Hermiona zamknęła okno i szybko otworzyła list.

Droga Przyjaciółko!
Nie mam za wiele czasu na rozpisywanie się. Jutro wyruszamy na misję. Wszystko już mamy zaplanowane, jednak… To nie będzie ani trochę bezpieczne. Nie mogę zdradzać szczegółów. Obiecuję Wam, Tobie, Pansy i Maddison, że Draco i Blaise wrócą cali z tej misji.
Harry

niedziela, 11 października 2015

Rozdział 21



"To wszystko nie tak miało być..."
 
Przez ostatnie trzy dni Hermiona Granger chodziła strasznie przybita. Śmierć jej przyjaciela ze szkolnych lat bardzo ją zdołowała. Maddison widząc stan swojej mamy próbowała wielokrotnie ją rozśmieszyć lecz widziała, że to nic nie daje. Słyszała płacz swojej rodzicielki, gdy leżała już w swoim łóżku. Bardzo ją to bolało, że nie może pomóc swojej rodzicielce. Harry i Ginny z synkiem pojawili się u brunetki w domu wieczorem tego samego dnia, w którym ta dostała list. Wspierali się całą trójką. Jednak, nie tylko oni cierpieli. Cała rodzina Weasley’ów pogrążyła się w żałobie.
W tym momencie Hermiona stała przed lustrem ubrana na czarno. Maddison i James byli u jej rodziców gdyż ani ona, ani Potter’owie nie chcieli by ich dzieci uczestniczyły w tak smutnej uroczystości. Popatrzyła na swoją twarz. Oczy podpuchnięte od płaczu, skóra blada, a usta, które zawsze zdobiła pięknym uśmiechem, teraz wykrzywione w smutku. Popatrzyła na zegarek na nadgarstku i stwierdziła, że pora już iść. Wyszła z domu i po zabezpieczeniu go różnymi zaklęciami deportowała się przed mały cmentarz na obrzeżach Londynu. Wolnym krokiem szła w miejsce gdzie miał stanąć grób. Na miejscu byli już wszyscy Weasley’owie, kilku absolwentów Hogwartu, którzy przyjaźnili się z Ronem w tym Neville, Luna, Seamus, nawet Thomas’owie, oraz Kingsley Schacklebolt. Trumna stała tam koło wykopanej na nią dziurze. Hermiona podeszła do Potterów i przywitała się z nimi mocnymi uściskami. Po chwili pojawił się starszy mężczyzna. Zapytał czy są już wszyscy i czy mogą zaczynać.

-Zebraliśmy się tutaj by pożegnać Ronalda Biliusa Weasley’a. –zaczął –Był nie tylko bohaterem, ale przede wszystkim przyjacielem, bratem i synem. Był utalentowanym czarodziejem, który potrzebował trochę wiary w siebie. Wszyscy tu obecni znali poprzez bardzo długi czas. Niektórzy byli z nim od początku jego dni, inni znowu poznali go podczas nauki w Hogwarcie…

Hermiona nie słuchała już dalej. Wpatrywała się tępo w ziemię kilka metrów przed nią. Piętnaście minut później wszyscy zaczęli podchodzić do trumny i cicho żegnać się z Ronem. Kilka chwil potem została tylko Hermiona, Ginny i Harry. Gdy Potter’owie pożegnali się z rudzielcem popatrzyli niepewnie na Hermionę.

-Moglibyście poczekać na mnie przed cmentarzem? –zapytała, nie odrywając wzroku od drewnianej skrzyni.

Skinęli głowami i przytuleni do siebie podążyli do bramy wyjściowej. Hermiona stanęła przy trumnie w miejscu gdzie znajdowała się głowa Weasley’a. Położyła na niej swoją dłoń.

-Prosiłeś bym Ci wybaczyła. Zrobiłam to… Już dawno. Obyś zaznał szczęścia w życiu, które na ciebie czeka. Kiedyś się jeszcze spotkamy, tam w twoim świecie. Będziemy innymi ludźmi, ale na razie… Żegnaj przyjacielu. –powiedziała cicho.

Odeszła w stronę Harry’ego i Ginny. Nie obejrzała się za siebie. Wiedziała, że gdyby to zrobiła, to rozpłakałaby się, a nie chciała pokazywać nikomu jak bardzo to przeżywa. Podeszła do rudej i jej męża i bez słowa chwyciła ich za ręce i deportowała przed swoje mieszkanie. Zdjęła zaklęcia ochronne i całą trójką weszli do środka. Hermiona poszła do kuchni by zrobić herbatę, a jej goście usiedli na kanapie w salonie. Dziesięć minut później brunetka wróciła do pokoju dziennego lewitując za sobą trzy parujące kubki. Następnie odłożyła je na stolik i sama biorąc jeden usiadła w fotelu. Nikt nic nie mówił. Cisza pomagała przemyśleć im wszystkie sprawy. Siedzieli tak do wieczora, potem Potter’owie deportowali się do siebie. Hermiona zmyła makijaż, wzięła letni prysznic i poszła spać. Jej ostatnią myślą było: Wybaczyłam ci Ron.

~~~~***~~~~

-Cześć mamo. –przywitała się brunetka.

-Witaj kochanie. –Jean przytuliła do siebie córkę. –Chodź. Zrobię Ci coś do picia.

-Nie, dziękuję mamuś. Ja przyszłam tylko po Jamesa i Maddison. Innym razem. –rzekła uśmiechając się na 
tyle szczerze na ile mogła.

-Dobrze. Są w salonie. Idź do nich, ja zaraz przyjdę.

Kobiety poszły w swoje strony. Jean wyszła po schodach na górę, a Hermiona do pokoju dziennego po dwójkę dzieci.

-Mama!

-Ciocia!

Rozbrzmiały w jednej chwili dwa głosy, a w następnej dwa małe urwisy przytulały się do jej nóg. Uśmiechnęła się szczerze pierwszy raz od kilku dni.

-Ubieramy się dzieciaczki i idziemy. No już. Na górę po swoje rzeczy i za chwilkę widzę was na dole z plecaczkami. –powiedziała i w sekundzie było słychać kroki na schodach.

Hermiona usiadła na kanapie. Po chwili dołączyła do niej pani Granger. Zajęła miejsce koło Miony i wręczyła jej pudełko.

-Znalazłam to na strychu. Pomyślałam, że chciałabyś to zatrzymać. –wręczyła jej średniej wielkości pudełko.

-Myślałam, że je wyrzuciłam. –wyszeptała brązowooka.

-Zostawiłaś je tutaj przed wyjazdem do Los Angeles.

Uchyliła wieczko, a jej oczom ukazały się prezenty, które dostała od Harry’ego i Rona na swoje urodziny. Pod nimi spoczywał stary, duży album z różnymi ruchomymi zdjęciami zrobionymi przez nią, i nie tylko, magicznym aparatem.

-Dziękuję.

Kilka minut później, deportowała się z dziećmi na Grimmauld Place i oddawszy Jamesa pod opiekę jego rodziców deportowała się z córką do własnego mieszkania. Odłożyła pudełko do swojej sypialni i poszła z Maddison do kuchni. Zjadły ciepłą zupę, którą ugotowała rano. Po obiedzie Madd poszła do siebie, a Miona wzięła tajemniczą skrzyneczkę i usiadła z nią w salonie. Wyciągnęła album i zaczęła go przeglądać. Zdjęcia przedstawiały głównie Harry’ego, Rona i ją, ale nie brakowało i takich z jej rodzicami, z rodziną Weasley’ów, czy innymi znajomymi z Hogwartu. Przy niektórych zdjęciach nie mogła powstrzymać uśmiechu. Przeglądała zdjęcia prawie godzinę. Następnie znów zajrzała do pudełka i zaczęła przeglądać inne rzeczy. Nagle jej wzrok natrafił na kolejny album. Nie był tak pokaźnych rozmiarów, ani takiej grubości jak poprzedni. Jednak nie należał też do najmniejszych. Wzięła go do ręki i otworzyła na pierwszej stronie.

Nie musisz mieć w życiu wszystkiego.
Wystarczy, że masz osobę, która jest dla Ciebie wszystkim.

Przewróciła stronę. Pierwsze zdjęcie ukazywało ją i Draco. Na dobrą sprawę to każde zdjęcie ukazywało ich razem bądź oddzielnie. Nie wierzyła w to co widzi. Wspomnienia powróciły ze zdwojoną siłą. Ponad pół godziny oglądała wszystkie fotografie. W końcu, gdy dotarła do ostatniej, z pod jej powieki wypłynęła pojedyncza łza. Słysząc dzwonek zamknęła album i położyła na kanapę. W pośpiechu zmazała ślad słonej kropli z policzka i otworzyła gościowi drzwi.

-Draco?!

-Witaj Hermiono! Mogę wejść? –zapytał niepewnie.

-Tak, oczywiście. –zrobiła mu miejsce tak by mógł wejść do środka.

Od razu udali się do salonu. Brunetka zaczęła wszystko szybko sprzątać. Gdy prawie wszystkie pamiątki były w pudełku, ze strachem stwierdziła, że nie ma jednego z albumów. Wyprostowała się i zaczęła rozglądać. Gdy jej wzrok padł na ręce blondyna, zamarła. Popatrzyła mu w oczy i  w tym momencie ich spojrzenia się spotkały.

-Nadal go masz. –wyszeptał.

 -Dopiero dzisiaj go znalazłam. –powiedziała trochę zachrypniętym głosem.
Draco oddał album brunetce nie spuszczając jej z oka. Po chwili do pokoju wpadła Maddison biegnąc w stronę swojego taty.

-Cześć Madd! –powiedział uśmiechając się do małej i biorąc ją na ręce.

-Cześć tatusiu!

Brunetka szybko schowała książkę do pudełka i zaniosła je do sypialni. Gdy wróciła do salonu Madd rozmawiała z Draco. Usiadła koło nich i przyglądała się im na zmianę. Kilka razy jej wzrok spotkał się z ukradkowym spojrzeniem Malfoya. Wiedziała, że on może teraz wszystko odkryć. Bała się, że dawne uczucie do niego może odżyć. Bała się czy już nie odżyło.

-Dzisiaj przyszedłem tylko na chwilę, sprawdzić jak sobie radzicie. –powiedział podnosząc wzrok na brunetkę.

-Wszystko w porządku. Prawda Maddison? –uśmiechnęła się lekko do córki.

-Tak. –rzekła trochę bez przekonania blondynka.

-Napijesz się czegoś Draco?

-Nie dziękuję.

-A ja mogę kakałko? –zapytała z nadzieją dziewczynka.

Hermiona uśmiechnęła się tylko i poszła do kuchni. Maddison szybko usiadła na kolanach swojego taty i zaczęła mówić cicho.

-Mamusia nie mówiła prawdy. –wyszeptała.

-Co? –zdziwił się Malfoy.

-No bo mamusia chodzi cały czas smutna. A jak próbuję ją rozśmieszyć to ona się nie uśmiecha szczerze. Musimy coś zrobić tata. –powiedziała poważnie z wojowniczą miną, co w jej wykonaniu wyglądało komicznie.

-Masz rację Madd. Coś wymyślimy, ale nie dzisiaj bo ja zaraz muszę iść. Wziąłem sobie kilka dni wolnego więc wpadnę do was, a może nawet wezmę cie do siebie na dwa, trzy dni. Okey? –zapytał cicho.

-Okey.

Gdy Hermiona weszła do salonu z kubkiem kakao dla Maddison, Draco powiedział, że musi iść. Pożegnali się, a potem blondyn teleportował się w tylko sobie znane miejsce. Była godzina piętnasta po południu więc Maddison i Hermiona siedziały na kanapie w salonie oglądając różne bajki.

~~~~***~~~~

Granger leżała już w swoim łóżku. Było już dużo po dwudziestej trzeciej więc Maddison spała już od jakichś trzech godzin. Brunetka miała się właśnie przewrócić na drugi bok gdy usłyszała dzwonek do drzwi. Przeklinając pod nosem tego, który nachodzi je o tak późnej porze, ubrała szybko szlafrok i biorąc różdżkę poszła otworzyć.

-Draco? –zapytała widząc blondyna w progu.
 
-Nie mamy czasu. Pakuj się i ubieraj. Szybko. Ja się zajmę Maddison. –powiedział i wszedł do środka, a  potem skierował się do pokoju blondynki.